Powrót do szkoły i pracy po wakacjach

Jak zorganizować powrót do szkoły i pracy po wakacjach? 5 rzeczy, które mi pomagają

Wrzesień ma w sobie coś z początku nowego roku. Nowy rytm, nowe plany, powrót dzieci do szkoły, powrót do pracy, zajęć dodatkowych, obowiązków. I mam wrażenie, że bardzo łatwo wejść w ten czas z ogromną listą rzeczy, które nagle trzeba ogarnąć.

Dlatego dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o kilku rzeczach, które działają u mnie. Nie chcę dawać takiego przekazu, że: „tak trzeba robić”, a jedynie: tak robię ja. Może coś z tego wypróbujesz, może coś dopasujesz do siebie, a może jedna rzecz podsunie Ci zupełnie inny pomysł?

1. Przygotowania do szkoły kończę jeszcze przed wakacjami

Zacznę od rzeczy, którą robię już od kilku lat. Kiedy kończy się szkoła, oczywiście najpierw trochę świętujemy. Mamy nawet swoją małą tradycję (w ostatni dzień szkoły idziemy na lody). Ale później staram się zrobić jedną rzecz: do końca lipca zamknąć wszystko, co dotyczy powrotu do szkoły we wrześniu.

My mieszkamy w Wielkiej Brytanii, więc rok szkolny kończy się później niż w Polsce, mniej więcej około 20 lipca. Tutaj też trochę inaczej wygląda szkolna wyprawka, ponieważ nie muszę kompletować stosu zeszytów, książek i przyborów. Za to mamy na przykład mundurki i kilka innych rzeczy, które trzeba sprawdzić, dokupić albo wymienić.

I bardzo pilnuję tego, żeby zrobić to do końca lipca. Dlaczego? Bo wtedy sierpień naprawdę jest sierpniem. Nie budzę się któregoś dnia pod koniec wakacji z myślą: „O rany, jeszcze buty. Mundurki. Czy one w ogóle mają wszystko do szkoły?”. To daje mi poczucie domknięcia.

I myślę, że właśnie to jest w tym dla mnie najważniejsze. Niedokończone sprawy lubią zajmować kawałek naszej uwagi, nawet kiedy akurat się nimi nie zajmujemy. To tak jak z tym efektem Zeigarnik – słyszeliście czy opowiedzieć o tym? 

A ja chcę mieć sierpień możliwie wolny od myślenia o wrześniu. W zeszłym roku na przykład robiłyśmy sobie z dziewczynkami mikro wyprawy. Pamiętam też taki rok, kiedy właściwie każdego dnia gdzieś jechałyśmy (oczywiście lokalnie). W tym roku nasze wakacje wyglądają trochę inaczej. Dziecko część wakacyjnego czasu spędza u swojego taty, a ja w tym czasie więcej pracuję 🙂 I to chyba też jest w porządku. Nie każdy sierpień musi wyglądać tak samo.

2. Wrzesień traktuję jak drugi styczeń i planuję kolejne 12 tygodni

Druga rzecz pojawiła się u mnie chyba dwa lata temu.

Zaczęłam korzystać z koncepcji 12 tygodniowy rok. Pomysł pochodzi z książki The 12 Week Year Briana Morana i Michaela Lenningtona. W dużym uproszczeniu chodzi o to, żeby nie patrzeć na swoje cele w perspektywie całego roku. Bo rok jest bardzo długi. W styczniu możemy pomyśleć: „mam przecież jeszcze mnóstwo czasu”. Potem jest marzec, maj, wakacje, nagle październik i orientujemy się, że wiele rzeczy, które były ważne w styczniu, gdzieś nam po drodze zniknęło.

W 12 Week Year patrzymy na krótszy okres. Dwanaście tygodni (kwartał, sezon – jak kto woli?) staje się takim naszym małym rokiem. I bardzo lubię tę koncepcję właśnie we wrześniu.

Wrzesień jest dla mnie trochę drugim styczniem. Niekoniecznie w znaczeniu: „od pierwszego września będę nowym człowiekiem”, tylko raczej jest to moment, kiedy pytam siebie:

Na czym chcę się skupić przez najbliższe trzy miesiące?

Nie przez resztę życia 🙂 Nawet nie do przyszłych wakacji. Tylko najbliższe 12 tygodni. To jest dla mnie dużo łatwiejsze do ogarnięcia, a Ty co o tym myślisz, znasz tę koncepcję?

3. Do szkolnej rutyny wracamy stopniowo, a nie z dnia na dzień

Trzecia rzecz dotyczy rytmu dnia.

Wakacje naturalnie ten rytm dnia rozluźniają. Później chodzimy spać, później wstajemy, posiłki są o innych godzinach. Jest mniej przewidywalności. I nie widzę w tym niczego złego. Właśnie po to między innymi są wakacje, hm?

Ale staram się nie robić tak, że jeszcze jednego dnia żyjemy całkowicie wakacyjnie, a następnego dnia nagle pobudka o szóstej trzydzieści i wszyscy mamy działać jak dobrze naoliwiona maszyna.

Na kilka dni wcześniej zaczynamy delikatnie wracać do naszego rytmu. Czyli trochę wcześniej chodzić spać. Trochę wcześniej wstać. Przygotować ubrania. Sprawdzić, jak będzie wyglądał pierwszy tydzień…

I tutaj jest coś, o czym często zapominamy: człowiekowi zwykle łatwiej jest wejść w zmianę stopniowo niż przestawić się z dnia na dzień. Myśle, że dotyczy to zarówno dzieci, jak i nas dorosłych.

4. We wrześniu nie próbuję zmienić wszystkiego naraz

To jest chyba rzecz, której musiałam się nauczyć.

Bo wrzesień naprawdę zachęca do tego, żeby zrobić sobie ogromny reset. Przecież tyle energii nabraliśmy po wakacjach 🙂 Więc będę regularnie ćwiczyć, będę wcześniej wstawać… Będę lepiej się odżywiać. Będę bardziej zorganizowana. Ba, zrobię wreszcie ten porządek w domu i jeszcze nadrobię pracę. A w ogóle to będę więcej czytać. I może jeszcze najlepiej zacznę medytować… 🙂

Tylko że nasz mózg nie dostaje we wrześniu dodatkowej pamięci operacyjnej tylko dlatego, że sprawiliśmy sobie nowy zeszyt… Dlatego wolę wybrać mniej. Korzystając z tych moich 12 tygodni, zastanawiam się: co naprawdę ma teraz znaczenie? Co chcę zrobić? A z czego świadomie rezygnuję?

Bo organizacja to dla mnie coraz mniej upychanie większej liczby rzeczy w kalendarzu. Coraz bardziej jest to decydowanie, czego w tym kalendarzu w ogóle nie będzie.

5. Planuję nie tylko powrót dzieci do szkoły, ale też swój powrót do pracy

I ostatnia rzecz jest chyba najłatwiejsza do pominięcia.

Kiedy jesteśmy rodzicami, początek roku szkolnego bardzo łatwo zaczyna kręcić się wyłącznie wokół dzieci. Mundurki. Plan lekcji. Zajęcia. Dojazdy. Posiłki. Terminy. Kto, gdzie i o której (ja na przykład mam 3 dzieci i każdy w innej szkole…). A przecież ja również wracam wtedy do swojego rytmu. Dlatego chcę w tym wszystkim zostawić trochę miejsca na pytanie:

A czego ja potrzebuję, żeby dobrze wejść w ten czas?

Może potrzebuję jednego spokojniejszego dnia po rozpoczęciu szkoły. Może chcę usiąść z kalendarzem i zaplanować pracę. Może potrzebuję wrócić do spacerów. Może chcę mieć jeden poranek w tygodniu, którego od razu nie oddam wszystkim dookoła? To nie musi być coś „wow”. Wydaje mi się, że chodzi bardziej o to, żeby w całym tym organizowaniu życia rodzinnego nie zniknąć z własnego planu.

I chyba właśnie to łączy wszystkie rzeczy, o których dzisiaj powiedziałam. Nie chodzi mi o perfekcyjną organizację, tylko o to, aby trochę ułatwić życie swojej przyszłej wersji.

Ja z lipca przygotowuję coś dla mnie z sierpnia. Ja z końcówki sierpnia trochę pomagam tej mnie, która będzie ogarniała pierwszy tydzień szkoły. A ja z początku września nie próbuję zaplanować całego kolejnego roku. Myślę tylko o najbliższych tygodniach.

I jestem ciekawa, jak jest u Was. Czy wrzesień też jest dla Was takim drugim styczniem?

I czy macie jedną rzecz, którą robicie co roku przed powrotem do szkoły albo pracy i już wiecie: to naprawdę mi pomaga?

Umów wizytę